Reset Password

Your search results

Historia nr 3: Kobiety też były młynarzami

23.08.2025 by slrastoke

Ane Petrović urodziła się w 1949 roku w Rastoke, w domu nr 10. Obecnie mieszka z rodziną w Taborište.

Jej przodkowie mieszkali w Rastoke od niepamiętnych czasów. Pamięta wiele historii opowiadanych przez jej dziadka – którego pieszczotliwie nazywa Dade – Jure Skukan, a także przez jej ojca Pavo i matkę Mariję. Ane miała cztery siostry i trzech braci.

„W 1873 roku panowała cholera. Rzemieślnicy budowali nasz mur z dużych kamieni, który stanowił fundament naszego domu, i nadal można go zobaczyć z mostu Korana. Było czterech majstrów, dwóch odeszło z powodu cholery, a dwóch zostało w Slunju. Opowiedzieli mi o tym mój ojciec i Dade. Ludzie wierzyli w Boga i byli Mu wierni w tamtych czasach, więc pamiętam również, że dziewięć dziewięcioletnich dziewczynek poszło do kościoła na modlitwę wstawienniczą o ustanie cholery. Ludzie utworzyli procesję i przeszli z kościoła do Lalićev gaj, gdzie dziewczynki spędziły dziewięć dni na modlitwie bez jedzenia. Ludzie regularnie sprawdzali, co u dziewczynek, aby zwierzęta ich nie zaatakowały i aby nikt nie spał. Wszystko to wydarzyło się na krótko przed nadejściem wiosny. I cholera ustąpiła. Jak powiedzieli mi rodzice, po dziewięciu dniach procesja zabrała dziewczynki do Lalićev gaj, wróciła do kościoła, przyjęła komunię i od tamtej pory w piątek żałobny parafia w Slunju obchodzi dzień Spowiedź przed Wielkanocą i od tamtej pory jest to dzień wolny od pracy dla parafii Slunj.

W dawnych czasach dziewczęta wychodziły za mąż za młynarzy, ponieważ pobyt we wsi był dla nich wielkim zaszczytem. Ja również zostałem w swojej wsi. Rodzina Petrovićów również miała młyn, dopóki nie został zniszczony podczas bombardowania podczas II wojny światowej, tuż obok mostu. Od tamtej pory go nie mieli. Wcześniej prawie każdy dom miał młyn, ale w moim domu były też pola, łąki i bydło. Mieliśmy służącego, który pomagał w polu i młynie, i płaciliśmy mu tylko tyle, żeby miał pieniądze na jedzenie; to nie była wysoka pensja.

A młynarze, kiedy przyjeżdżali, musieliśmy się nimi opiekować. Tak, braliśmy ujam, ale musieliśmy też dać im nasze łóżka i nakarmić ich. Wszystko po to, żeby nie zabierali zboża do innego młyna. Ujam to był drewniany pojemnik, do którego wrzucaliśmy cztery do pięciu litrów zboża, które ktoś nam przywiózł do zmielenia. To było coś, co można było zrobić w „przed klientem, to była twoja pensja” – wspomina Ane.

Nawet po ciężkim dniu pracy zawsze śpiewaliśmy

„Dawniej zawsze śpiewaliśmy, moi bracia mieli gitary. Wszyscy uwielbiali przychodzić na prelo (wieczorne spotkanie, podczas którego wykonywano pewne prace i pomagano sobie nawzajem, ale miało to również charakter towarzyski i rozrywkowy). Chłopcy przychodzili z tamburynem. Moja mama piekła pogačę, takie było życie. Prelo było czymś, co mieliśmy wcześniej. Ale nie każdy dom organizował prelo, mieliśmy też perušanje (łuskanie kukurydzy), stupanje na konoplje (wyrób przędzy z konopi), tribli perje (usuwanie zadziorów z trzonków piór, z których robi się poduszki).

Pamiętam starego woźnicę, który miał konie i jeździł do Senja po sól. Opowiadał nam historie o wróżkach. Kiedy byłam dzieckiem, bałam się wróżek i nie lubiłam chodzić do prelo, dopóki trochę nie podrosłam. W Rastoke jest mnóstwo wody, a mieszkańcy Rastoke lubili orzeźwiać się, pijąc wodę ze studni (źródła), która latem była jeszcze zimniejsza niż woda w Slušnicy. Woda ze studni była o wiele zimniejsza, około 7 stopni Celsjusza, podczas gdy w Slušnicy latem temperatura wynosiła około 14 stopni. Kiedy mój dziadek wysyłał nas po wodę – a nie dawał się oszukać – wiedział, że jeśli woda pochodzi z pobliskiej studni, która była niewłaściwa, to próbował jej i rozlewał, jeśli nie był zadowolony… Więc moja siostra Đurđa i ja musiałyśmy znowu iść po wodę. Pewnego razu zrobiłyśmy trzy razy takie wypady” – uśmiecha się Ane, wspominając.

„Pracowałyśmy dużo każdego dnia. Moja mama przygotowywała wszystko na obiad każdego ranka i szła na pole, a tata gotował obiad, bo był w domu i zajmował się melją, czyli mąką. Mieliśmy krowy i dostarczaliśmy mleko do domów i do szkoły w Slunju. Tak wyglądało życie w tamtych czasach. Sobota była dniem szczególnym, ponieważ tego dnia piekło się chleb na cały tydzień. Jedliśmy dużo chleba. Nadal szanuję chleb, nawet dzisiaj!

 

Ludzie chodzili na wzgórze Glav’ca niedaleko wioski Lađevac, żeby zdobyć kamień do mielenia. Kamień odłamywano od głazu i ładowano na wóz. Pamiętam, że mój ojciec powiedział mi kiedyś, że potrzebuje najtwardszego kawałka kamienia i nie może go odłamać od głazu. Podszedł więc do figury Matki Bożej, uklęknął i uczynił znak krzyża. Potem wrócił do głazu, uderzył w niego dwa razy i odłamał się kawałek. Nadal wierzę w pomoc i moc, jaką Matka Boska z Góry Karmel udzieliła mojemu ojcu.

„Mieszkańcy Rastoke raczej nie chodzili do kościoła” – wspomina Ane. Woleli odwiedzać Štigle i grać w karty, ale jej ojciec zawsze chodził do kościoła w niedziele. „Troje dzieci chodziło rano do kościoła z mamą, a reszta z nas zajmowała się krowami. Kiedy mama wracała z kościoła, pozostała trójka chodziła do kościoła z tatą. A po południu ustalaliśmy, kto wyprowadzi krowy na pastwisko, a ci, którzy to zrobili, dostawali masnicę (rodzaj strudla). W tamtych czasach masnicę wypełniano śmietaną, ale nie dostawaliśmy jej tyle, ile chcieliśmy. Śmietanę trzymano wtedy pod kluczem”. Z dumą, ale z nutą melancholii, Ane mówi: „Nawiasem mówiąc, kobiety też pracowały jako młynarze, ale to zupełnie inna historia…”

Masnica

Masnica